leci
╹
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
długo
tak
na początku
był
długo
i nic
skulone w kącie
wtedy bóg
gwizdnął
nic wstało
i o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
okazało się.
że jest większe niż
stwórca się spodziewał
tak być
nie mogło
być musi mieć
zgrabniejsze
proporcje
więc bóg gwizdnął
raz jeszcze
nic
wróciło
do kąta
poza horyzont
zdarzeń
a że długo
wszystko
widział
żeby nie czuł się
nie swój
bóg dorobił
mu czeluść
– drugą płeć
i nakazał czynić
bądź
co
wyszło z tego
słowo
ono
też
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
rosło
aż
uleciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
leciało
aż
aż
aż
aż
aż
prześcignęło
kruchość
własną
zgapiło
i walnęło
w wystający
znikąd
drąg
(czytaj
być
może
palec
boży)
oko
wbiło mu się
w beton
a ten
uciekł
i tak
wtędy
na ziemi
wylądował
wszechmogący
miłościwie nam panujący
rak opowieści