wszechmogący

leci

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

długo
długo

długo

tak

na początku

był

długo

i nic

skulone w kącie

wtedy bóg
gwizdnął

nic wstało

i o

o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o

o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o

o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o

o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o

o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o

o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o

o
o
o
o
o
o
o
o
o
o
o

okazało się.

że jest większe niż
stwórca się spodziewał

tak być
nie mogło

być musi mieć
zgrabniejsze

proporcje

więc bóg gwizdnął
raz jeszcze

nic
wróciło
do kąta

poza horyzont
zdarzeń

a że długo
wszystko
widział

żeby nie czuł się
nie swój

bóg dorobił

mu czeluść

– drugą płeć

i nakazał czynić

bądź
co

wyszło z tego
słowo

ono
też

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

rosło

uleciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

leciało

prześcignęło

kruchość
własną

zgapiło

i walnęło
w wystający
znikąd

drąg

(czytaj

być
może
palec
boży)

oko

wbiło mu się

w beton

a ten

uciekł

i tak

wtędy

na ziemi

wylądował

wszechmogący

miłościwie nam panujący

rak opowieści